Recenzja książki Hanny Piotrowskiej

Barwy, smak i zapach tamtych lat. Pamiętnik optymistki.

Książka Hanny Piotrowskiej to wspomnienia, składające się niejako z dwóch części, jak zwraca na to uwagę w przedmowie Waldemar Siemiński – pierwszej części będącej sagą rodzinną i drugiej – relacji podróżniczej. Oczywiście ważne miejsce zajmuje w niej droga naukowa i zawodowa Autorki – studia oraz doktorat na Wydziale Inżynierii Sanitarnej Politechniki Warszawskiej, praca projektanta, a następnie kilkudziesięcioletnia praca naukowa oraz współpraca ze specjalistami z zakresu inżynierii i techniki sanitarnej w Polsce i za granicą. To jednak niezwykle plastyczne opisy, liczne anegdoty, fragmenty pamiętników (Matki Autorki i samej Hanny Piotrowskiej), listów, pocztówek, a także krótkie autorskie utwory dramatyczne sprawiają, że „Pamiętnik…” jest nie tylko źródłem o wartości dokumentacyjnej i historycznej (żeby wspomnieć tu choćby o fotokopiach kartek pocztowych przesłanych przez Annę Żeromską Babce Jadwidze), ale również bardzo ciekawą, wielopłaszczyznową opowieścią autobiograficzną z Warszawą w tle.

A o czym jeszcze przeczytamy w „Pamiętniku optymistki”?

O sile, odwadze i inteligencji kobiet
Moje Babki były niezwykłe… Jeśli ktoś nie wie, co to jest matriarchat, niech żałuje, że ich nie znał… Różniły się wszystkim: środowiskiem, wykształceniem, poziomem wiedzy, drogą życia, sposobem wyznawania wiary i okazywania uczuć oraz jeszcze wieloma przymiotami, ale miały jedną cechę wspólną: niesłychaną siłę charakteru i ogromną życiową odpowiedzialność.
Rewolucja 1905 roku, pierwsza wojna światowa to tylko niektóre wydarzenia, które zapisały się w historiach rodzinnych, ale to ostatnia wojna światowa jest doświadczeniem osobistym Autorki. To, że w dziecięcej pamięci koszmar wojny nie pozostał jedynym i najtrudniejszym wspomnieniem, było niewątpliwą zasługą rodziny, a zwłaszcza kobiet. Babek i Matki, którym po prostu się chciało – chciało się nie tylko wychowywać, kontrolować, doglądać, ale także uczyć haftowania, szycia, tworzyć poczucie bezpieczeństwa i domową atmosferę – nie można tu jako ilustracji pominąć wspaniałego całostronicowego opisu ceremonii pieczenia chleba.

O podróżach literackich i nie tylko
Po Paryżu oprowadzali mnie panowie Dumas, Sue i Remarque, po Prowansji – Alfons Daudet, w Rzymie moim przewodnikiem był pan Sienkiewicz, Florencję Medyceuszy poznałam dzięki wspaniałej powieści Karola Schulza „Kamień i cierpienie”, a Hiszpanię – dzięki Żeromskiemu oraz Lionowi Feuchtwangerowi i jego „Goi” oraz „Żydówce z Toledo”. Arbat, Awinion, Fontvieille… to wciąż tylko kilka z listy dziesiątków miejsc, które odwiedzamy z Autorką, podążając śladem jej fascynacji i zainteresowań – trudno byłoby nawet wymienić je wszystkie. A idąc tak i podziwiając, możemy się poczuć, jak na dobrze prowadzonej wycieczce, na której przewodnik co chwila zaskakuje nas jakąś ciekawostką, anegdotą z życia mieszkańców, a to zwraca uwagę na detal architektoniczny, a to raczy nas dygresją np. o poziomie higieny francuskiej arystokracji i związanymi z nim rozwiązaniami sanitarnymi.

O inteligencji zwierząt i ich roli w życiu człowieka
Moja rodzina należała zawsze do klanu „psiarzy”; nigdy nie było u nas kota. Jednak obserwując koty moich przyjaciół, mogę zgodzić się z opinią, że jest to zwierzak jeszcze mądrzejszy od psa – pisze Hanna Piotrowska, żeby natychmiast dodać: Sęk w tym, że swoją mądrość zachowuje prawie wyłącznie na użytek własny.
To zatem Feza, Reksio, Car czy pudelek Pik, któremu Autorka w pewnym momencie oddaje nawet głos, mają swoje ważne miejsca w tej opowieści. Przy okazji warta przytoczenia jest tu scenka z pewnym dobermanem w roli głównej, która świadczy również o poczuciu humoru, jakie towarzyszy Autorce. Przypomniało mi się, jak pewnego wieczora w połowie lat osiemdziesiątych, w okresie, kiedy na sklepowych półkach zostały tylko ocet i marynowane ogórki, szłam przez moje puste i ciemne osiedle na Rakowcu i usłyszałam głośne wołanie: „Kryzys! Kryzyyys! Kry-zys…”. Przeraziłam się, ale po chwili zobaczyłam wesoło galopującego czarnego dobermana. Za nim biegł jego pan, wołając „Kry-zys, do nogi!”, usiłując złapać smycz z rozbrykanym Kryzyskiem. Zaniosłam się szczerym śmiechem, ale natychmiast spytałam:
„A co pan zrobi, jak się poprawi?”. „Oczywiście, jestem na to przygotowany, nazwę go wtedy Krezus. Nie połapie się! Nie jest aż tak bystry!”.

***
„Pamiętnik optymistki” nie jest melancholijnym poszukiwaniem straconego czasu lub próbą odszukania dawnych marzeń ukrytych w zakamarkach pamięci, jest podróżą w przeszłość, z której także my – czytelnicy – możemy wrócić bogatsi o doświadczenia Autorki. Możemy spróbować usłyszeć, że niezależnie od tego, co złego się w życiu dzieje, wystarczy, jak podsumowuje swoją książkę Hanna Piotrowska, (…) czekać i wierzyć, że w naszym życiu zdarzy się jeszcze coś bardzo pięknego, wyjątkowego, nieznanego… I trzeba być na to przygotowanym. Przygotowanym, żeby móc to skonsumować i przeżyć. I broń Boże, nie starać się odgadnąć zawczasu, co to będzie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *