Przedmowa do książki Hanny Piotrowskiej

Barwy, smak i zapach tamtych lat. Pamiętnik optymistki.

Oddając się lekturze wspomnień Hanny Piotrowskiej łapałem się na tym, że oprócz emocji czytelnika podsuwa mi ona refleksje socjologiczne (jestem z zawodu socjologiem) i pobudza do spojrzenia na podarowaną lekturę jako na dzieło koleżanki po piórze (mam na koncie dwie powieści). Czy takie rozszczepienie uwagi jest dobre dla wsłuchiwania się w tak delikatną nutę będącą lejtmotywem utworu Hanny: ciągłego szukania i znajdowania w życiu czegoś lepszego – przeważnie urody i piękna, a także empatii i dobroci?

Książka jest nieczęstym w polskim piśmiennictwie świadectwem życia człowieka pochodzącego z mieszczaństwa. Hanna jest warszawianką z krwi i kości. Jej przodkowie należeli do odłamu mieszczaństwa inteligenckiego. Byli to pełni społecznikowskiej pasji nauczyciele, związani z najstarszą, publiczną szkołą w Warszawie przy ulicy Drewnianej na Powiślu.

Ta odrębna, za mało u nas doceniana klasa społeczna – mieszczanie – tam gdzie mogli kontynuowali najlepsze polskie tradycje, a te często miały rodowód ziemiański. . Dzieci polskich ziemian musiały poznać szeroki świat i ten imperatyw odziedziczyła Hanna, poświęcając jego opisowi drugą część książki. Książka złożona jest jakby z dwu książek: sagi rodzinnej i relacji podróżniczej. Obie są równie ciekawie i obie mają cenny walor – są osobiste, nie do podrobienia.

W literaturze szukam czegoś nietypowego, zaskakujących sekwencji zdarzeń niesionych najpierw przez los a potem podchwyconych przez autora książki. W książce Hanny natykałem się na nie wielokrotnie. Pochodzę z Kazimierza Dolnego. I oto nagle w relacji warszawianki zanurzonej po czubek głowy w burzliwym życiu swego miasta otwierają się dwa okienka z widokiem na ważne dla mojego Kazimierza momenty. Relacja naocznego świadka, kolegi Hanny, z zamordowania przez hitlerowców w czasie tzw. Krwawej Środy, ojca mojego przyjaciela, a potem ciekawe przyczynki dotyczące ważnej – dla współczesnego Kazimierza – postaci biznesmena i wybitnego kolekcjonera sztuki, też kolegi Hanny ze studiów.

Takie sploty okoliczności włączane w pasmo jednej narracji spotyka się tylko w relacjach ludzi o szerokich perspektywach.

Po przeczytaniu książki Hanny delikatną, wiodącą nutę książki można oglądać i odczuć także na tle innych wątków wyłaniających się z Jej autobiografii. Autorka, kobieta w każdym szczególe, dysponuje wolą, wytrwałością i przedsiębiorczością, których życzyłbym większości znanych mi mężczyzn. Bez tego wszystkiego nie powstałaby zapewne ta książka”.

( – ) Waldemar Siemiński