O SILE KOBIET

Moje Babki były niezwykłe... Jeśli ktoś nie wie, co to jest matriarchat, niech żałuje, że ich nie znał… Różniły się wszystkim: środowiskiem, wykształceniem, poziomem wiedzy, drogą życia, sposobem wyznawania wiary i okazywania uczuć oraz jeszcze wieloma przymiotami, ale miały jedną cechę wspólną: niesłychaną siłę charakteru i ogromną życiową odpowiedzialność. Rewolucja 1905 roku, pierwsza wojna światowa to tylko niektóre wydarzenia, które zapisały się w historiach rodzinnych, ale to ostatnia wojna światowa jest doświadczeniem osobistym Autorki. To, że w dziecięcej pamięci koszmar wojny nie pozostał jedynym i najtrudniejszym wspomnieniem, było niewątpliwą zasługą rodziny, a zwłaszcza kobiet. Babek i Matki, którym po prostu się chciało – chciało się nie tylko wychowywać, kontrolować, doglądać, ale także uczyć haftowania, szycia, tworzyć poczucie bezpieczeństwa i domową atmosferę – nie można tu jako ilustracji pominąć wspaniałego całostronicowego opisu ceremonii pieczenia chleba.

O PODRÓŻACH LITERACKICH

Po Paryżu oprowadzali mnie panowie Dumas, Sue i Remarque, po Prowansji – Alfons Daudet, w Rzymie moim przewodnikiem był pan Sienkiewicz, Florencję Medyceuszy poznałam dzięki wspaniałej powieści Karola Schulza „Kamień i cierpienie”, a Hiszpanię – dzięki Żeromskiemu oraz Lionowi Feuchtwangerowi i jego „Goi” oraz „Żydówce z Toledo”. Arbat, Awinion, Fontvieille… to wciąż tylko kilka z listy dziesiątków miejsc, które odwiedzamy z Autorką, podążając śladem jej fascynacji i zainteresowań – trudno byłoby nawet wymienić je wszystkie. A idąc tak i podziwiając, możemy się poczuć, jak na dobrze prowadzonej wycieczce, na której przewodnik co chwila zaskakuje nas jakąś ciekawostką, anegdotą z życia mieszkańców, a to zwraca uwagę na detal architektoniczny, a to raczy nas dygresją np. o poziomie higieny francuskiej arystokracji i związanymi z nim rozwiązaniami sanitarnymi.

O ZWIERZĘTACH

Moja rodzina należała zawsze do klanu „psiarzy”; nigdy nie było u nas kota. Jednak obserwując koty moich przyjaciół, mogę zgodzić się z opinią, że jest to zwierzak jeszcze mądrzejszy od psa – pisze Hanna Piotrowska, żeby natychmiast dodać: Sęk w tym, że swoją mądrość zachowuje prawie wyłącznie na użytek własny. To zatem Feza, Reksio, Car czy pudelek Pik, któremu Autorka w pewnym momencie oddaje nawet głos, mają swoje ważne miejsca w tej opowieści. Przy okazji warta przytoczenia jest tu scenka z pewnym dobermanem w roli głównej, która świadczy również o poczuciu humoru, jakie towarzyszy Autorce. Przypomniało mi się, jak pewnego wieczora w połowie lat osiemdziesiątych, w okresie, kiedy na sklepowych półkach zostały tylko ocet i marynowane ogórki, szłam przez moje puste i ciemne osiedle na Rakowcu i usłyszałam głośne wołanie: „Kryzys! Kryzyyys! Kry-zys…”. Przeraziłam się, ale po chwili zobaczyłam wesoło galopującego czarnego dobermana. Za nim biegł jego pan, wołając „Kry-zys, do nogi!”, usiłując złapać smycz z rozbrykanym Kryzyskiem. Zaniosłam się szczerym śmiechem, ale natychmiast spytałam: „A co pan zrobi, jak się poprawi?”. „Oczywiście, jestem na to przygotowany, nazwę go wtedy Krezus. Nie połapie się! Nie jest aż tak bystry!”.